Najlepsze anime na świecie - "Yuri On Ice"

Hello!
Nie spodziewałam się, że anime o łyżwiarzach, na które czekałam z przeogromną niecierpliwością, odkąd tylko usłyszałam, że ma się pojawić zostanie tak wielkim fenomenem, że nawet Zwierz Popkulturalny się nim zainteresuje (co prawda nie czytałam jej tekstu, nie chcąc się sugerować). Nic nie zapowiadało, że "Yuri On Ice" (albo "Yuri!!! On Ice") stanie się jednym z najciekawszych anime tego roku. Powodem mojego wstawania o 5.30 tylko po to, aby na spokojnie obejrzeć odcinek jeszcze przed wyjściem na uczelnię. Praktycznie jedynym tematem rozmów z K, z czym wiązało się przeżywanie, radość i szczęście. Przyczyną prawdopodobnie najdłuższej notki. I padnięcia tumblra po ostatnim odcinku.
(Niżej są spoilery. Raczej małe, ale czasami dodatkowo ostrzegam. I proszę o wybaczenie, że mieszam czasy gramatyczne, ale notka była pisana na raty, część przed 12, a część już po ostatnim odcinku) 


Sportowym anime ostatnio nie dzieje się dobrze. Albo inaczej są dwa o ugruntowanej i niezachwianej pozycji liderów i są to "Haikyuu" oraz "Kuroko no Basket", kolejne sezony wychodzą, pojawiają się kolejne filmy i fani są zadowoleni. Natomiast żadne sportowe dwunastoodcinkowe anime w ostatnim czasie nie było powalające. Aż do teraz. 


Punkt wyjścia jest następujący: Yuri Katsuki to światowej klasy japoński łyżwiarz, ale ogromnie nie powodzi mu się na finale Gran Prix, załamuje się i wraca w rodzinne strony, aby odpocząć. Jeździ na miejscowym lodowisku, a trojaczki jego przyjaciółki (które notabene nazywają się: Axel, Lutz i Loop) nagrywają go, gdy powtarza układ swojego idola - rosyjskiego czempiona Victora Nikiforova i umieszczają nagranie w sieci. Film staje się bardzo popularny i Victor także w końcu go ogląda. Po czym zjawia się w Japonii, przyprawiając Yuriego o zawał nie tylko samym pojawieniem się, ale także informacją, że zostanie jego trenerem. I obserwujemy ich wspólną drogę do finału GP. 


Pierwsze 2 odcinki oglądałam to anime zła, później mi przeszło. Chciałam serię o łyżwiarzach i łyżwach, a dostałam jakieś ecchi dla kobiet, bo napisać, że to był fanserwis to za mało. Ale postaci i choreografie były tak niesamowite, że mogłam przymknąć na to oko. Tym bardziej, że miałam wrażenie, że tam jeszcze się coś kryje, tylko nie wiedziałam co.


A potem się okazało, że to nie jest ani fanserwis (znaczy to jest, ale wbrew pozorom nie jest istotą), ani nawet shounen ai. "Yuri On Ice" to mniej więcej schemat shoujo mangi, szkolnego romansu, ale między mężczyznami. Z tym, że realizuje go nawet lepiej, a co ciekawsze z prędkością światła uwalnia się także od tego szablonu i rusza w swoim własnym kierunku. Co oznacza ogromny postęp w postrzeganiu relacji męsko-męskich w świecie anime. I jak się może okazać później wszelkich relacji. Tym bardziej, że zasadniczo Yuri i Victor są równymi sobie postaciami (i nie chodzi o pozycję głównego bohatera, a równość w zdolności do podejmowania działań). Chociaż początkowo Yuri jest dość nieśmiały z czasem, ta relacja tak pięknie i naturalnie się rozwija, że momentami ma się wrażenie, że ogląda się postępową bajkę z Ameryki, a nie japońskie anime. Szok. I chociaż są typowo animowe zagrania i schematy, to wszystko nic.


W 7 odcinku następuje przełom. Zaskoczenie i szok. Fandom szaleje, bo choć od pierwszego odcinka oczywistość pary Yuri i Victor (Victuri) była jasna, to nawet najśmielsi fani nie spodziewali się, że twórczyni (do której fandom zwraca się Kubo-sensei i niesie to ze sobą więcej znaczenia, niż się wydaje) postanowi pokazać na ekranie ich pocałunek. I to w bardzo publicznych okolicznościach. Bo choć twórcy anime (ogólnie) bardzo sprawnie i zręcznie grają sugestiami, fanserwis mają opanowany na mistrzowskim poziomie, to najczęściej magiczna granica w seriach dla więcej niż jednego konkretnego odbiorcy, nie jest przekraczana.


W tego typu anime, podobne przykładny kojarzę tylko w 3 tytułach. W "Mirai Nikki" chociaż wątek pojawia się i znika w jednej chwili, jest całkiem istotny dla całości. W "My Youth Romance Comedy Is Wrong, As I Expected" główny bohater ma uroczego kolegę i czasami zapomina, że to chłopak, a ta ciekawość pokazana jest bardzo naturalnie. Warto jeszcze wspomnieć o "No.6". Bo chociaż anime klasyfikowane jest jako shounen ai, to zdecydowanie odbiega od pewnych standardowych schematów tego gatunku. "Yuri On Ice" nie do końca jest shounen ai, ale do jakiegoś porządku trzeba ten tytuł włączyć. Albo poczekać i zobaczyć czy YOI nie jest prekursorem całego nowego gatunku, albo przynajmniej, mam nadzieję, rozpocznie nowy sposób pokazywania relacji.


To jest po prostu historia o miłości, albo bardziej zakochiwaniu się, i nie robi różnicy czy postaciami jest dwóch facetów, czy byłaby to para chłopak i dziewczyna, czy dwie dziewczyny. Bo to uczucie dla wszystkich działa tak samo. Niby oczywista prawda, ale w całym kontekście jest to niesamowicie odkrywcze. Love wins.


Tym samym wpisywanie "YOI"  nurt yaoi i bardzo popularne hasło "Yaoi On Ice" jest wręcz niesamowicie krzywdzące dla tytułu i twórczyni. Yaoi nie ma pozytywnych konotacji, poczytajcie sobie na Wikipedii, czy gdziekolwiek i już po krótkim researchu dowiecie się, że równość, naturalność czy delikatność raczej nie wpisują się w ten gatunek i kłóci się to mocno, z tym co oglądamy w kolejnych epizodach "Yuri On Ice". 


Tym bardziej, że obserwujemy sobie jak Victor i Yuri chodzą zwiedzać i ogólnie spędzają ze sobą czas, tak normalnie. Te stwierdzenia wydają się dziwne, to znaczy dziwne może wydawać się to, że trzeba je stwierdzać, ba, trzeba je podkreślać, ale jest to konieczne, bo nie wszędzie i nie dla każdego są oczywiste. W czasie oglądania można na przykład odkryć, że pokazywanie zwiedzania w anime nie musi być nudne, a scenę lotniskową równie dobrze może odegrać dwóch facetów.


Ale, ale to brzmi zbyt pięknie, aby było prawdziwe, dlatego na sam koniec jedenastego odcinka zamiast czegoś uroczego dostajemy cliffhanger nie z tej ziemi. Obawiam się, że słowa, które wypowiada Yuri do Victora mogły spowodować liczne załamania nerwowe, zawały, a ogólnie wywołały trwogę i poruszenie wśród fandomu. Przez ilość teorii, co też mogło to znaczyć, ciężko się przebić, a jednocześnie fani pokładają ogromną nadzieję w twórczyni (We believe in you, Kubo-sensei). Sama się bardzo wahałam, co też mogło to oznaczać. Bo z jeden strony moje believe było ogromne, a z drugiej to jest japońska animacja i złe zakończenie byłoby, wbrew pozorom, równie prawdopodobne. A złe oznaczałoby rozstanie Vica i Yuriego.

 Gdy oglądałam ten odcinek, to spadłam z krzesła, gdy Victor zagwizdał.

Jeszcze jedna ciekawa rzecz. W czasie zawodów to nie działa tak, że Yuriemu wszystko wychodzi. Wręcz przeciwnie, bardzo często mu nie wychodzi. To bardzo dobrze, bo całość wypada prawdopodobnie, a rzeczywistość anime nie jest naciągana.  Ale wiąże się to także z tym, że rywalizacja jest na najwyższym poziomie w związku z czym, na finale GP wszyscy łyżwiarze starali się pokazać z jak najlepszej strony. Yuriemu wyszło średnio, Yurio wypadł absolutnie doskonale i to on ma zdecydowanie większe szanse na wygraną. W ostatnim odcinku odnajduje się także to, czego brakowało mi na poprzednich zawodach czyli Gala.


Dwunasty odcinek. Rozpocznijmy od tego, że wielu prawdziwych łyżwiarzy ogląda "YOI" i są na to dowody, a twórcy do ostatniego epizodu zaprosili Stephana Lambiela, a dla wyjaśnienia Lambiel jest trenem Denissa Vasilijysa i zabrał go ze sobą na nagranie i ogólnie jest to mega urocza historia. A w jedenastym był Nabunari Oda, sympatyczny japoński łyżwiarz. Ogólnie wielu łyżwiarz się odnajduje w animowanych postaciach, ale o kwestii głównych bohaterów napisałam na samym dole.
Jak się skończyło (albo i nie, bo szanse na kolejny sezon się przeogromne)? Wiara w Kubo-sensei się opłaciła się bardziej niż ktokolwiek mógł przypuszczać. Koniec był dobry i na pewno będzie kolejny sezon. Nie pamiętam kiedy oglądając coś płakałam ze szczęścia,  a tu się po prostu nie dało inaczej. To nie było zbyt piękne, aby było prawdziwe, to było cudowne, idealne, doskonałe i miało miejsce. Mogę umierać szczęśliwa. To jest najlepsze, najcudowniejsze anime na świecie, definicja piękna i dobra.


Teraz czas na to co kocham najbardziej, a nie dość, że prawie o tym zapomniałam, to jeszcze po napisaniu większości notki, nie miałam pewności czy w ogólne uda mi się to wcisnąć. Ale K. bardzo sugestywnie przekonywała, że trzeba napisać o Yurio więc teraz skupię się na postaciach. O Yurim wiecie już co nieco z opisu fabuły i powyższych akapitów, ale trzeba usystematyzować te informacje, ponieważ nasz główny bohater bardzo się zmienia, albo odkrywa samego siebie w ciągu tych 12 odcinków. Początkowo załamany, ale się nie poddaje i trenuje program Victora, który ten potem ogląda i przybywa do Hastetsu, aby trenować Yuriego. Powoli, dzięki wpływowi Victora, Yuri zaczyna zyskiwać pewność siebie w różnych dziedzinach życia. Z samą jazdą na łyżwach ma to pośredni związek, ale objawia się głównie w zachowaniu i słowach Yuriego do Victora przed i po występach, które to z czasem stają się coraz śmielsze. Jednak tak naprawdę na całą historię najlepiej patrzeć z perspektywy samego Victora, a szczególnie po 10 odcinku, który zaskakuje każdą minutą coraz bardziej, aż do totalnego rozwalenia systemu od środka. Opisanie tego dokładnie byłoby zbyt wielkim spoilerem, ale ważne jest to, że jego zakończenie nie tylko wyjaśnia wiele spraw, ale także dokłada nowe znaczenia do wszystkich poprzednich odcinków, a co istotniejsze słów Victora. A sam bohater jest chodzącą pewnością siebie, która przeżywa kryzys twórczy, potrzebuje inspiracji i wsparcia, bo nagle odkrywa, że samotność nie jest fajna. Przy okazji jest też łyżwiarskim geniuszem i najgorętszym sportowym kawalerem świata. Ale niestety presja, tak wewnętrzna jak i zewnętrzna, prowadzi do odpuszczenia sezonu. Jednym z pytań anime jest to, czy Victor po przerwie da rade powrócić na lód i dalej osiągać sukcesy.


I Yurio. Małe, wredne kociątko, które zaskakująco często okazuje się sympatycznym chłopakiem. Wygrał GP Juniorów, a w sezonie, gdy Victor trenuje Yuriego, przechodzi o seniorów. Co oznacza że mamy dwóch Yurich (bo Yurio to rodzaj ksywki, a naprawdę jest Yuri). Którzy jeszcze przed sezonem GP ze sobą rywalizowali w specjalnym wydarzeniu w Hasetsu. Główny Yuri przez Yurio nabawia się kompleksów, bo w przeciwieństwie do Rosjanina (Yurio i Victor to Rosjanie, Yurio pojechał za Vickiem do Japonii, ale wrócił do Rosji) Yuri nie jest szczególnie utalentowany, a po prostu kocha jeździć. Yurio to także chodząca pewność siebie, ale to bardziej rodzaj reakcji obronnej na świat niż jego charakter, bo wystarczy popatrzeć na jego uczucia wobec dziadka, czy późniejsze zachowania wobec Yuriego, kiedy zaczął mu kibicować. A potem nawet znalazł przyjaciela. Rozbieżność w tym, ile można na pisać na temat Victora i Yurio, a ile na temat Yuriego, może sugerować, że głównemu bohaterowi brakuje charakteru, ale to nie prawda, można być spokojnym, psychologizacja postaci w tym anime stoi na bardzo wysokim poziomie.


Oprócz nich jest całe mnóstwo postaci drugoplanowych, rozpoczynając od rodziny i przyjaciół Yuriego, trenerach i kadrze Rosji, a skończywszy na wszystkich innych łyżwiarzach, ale długość tej notki i tak jest zatrważająca więc z bólem serca muszę odpuścić ich opisywanie.

Popularny motyw wśród fandomu: Victor i Yuri jako tatusiowie Yurio. Zwany Proud Dads albo Daddys.

Muzyka  Z tego co wiem, wszystkie piosenki do programów zostały napisane specjalnie do anime. Po pierwszych dwóch czy trzech odcinkach bardzo intensywnie ich szukałam i byłam bardzo zdziwiona, że wszystko są to oryginalne utwory,  a nie gotowe klasyki.  A to ogromy plus i wielki szacunek dla twórców, bo piosenki są niesamowite, bardzo różnorodne i piękne. W skrócie: to jeden z najlepszych soundtracków. Podobnie  jak same programy, ale z nimi jest ten problem, że wiele zależy od tego jak zostały zaniomowane, a to nie zawsze były szczyty zdolności animatorskich. Wręcz przeważnie nie były, ale z drugiej strony w odcinku potrafiło być po 6 układów. Te najważniejsze, czyli krótki i dowolny Yuriego i krótki i dowolny Yurio, szczególnie w pierwszych wykonaniach to są wyżyny zdolności, program Victora "Stay Close To Me" jest po prostu niesamowity. A na określenie poziomu animacji w ostatnim odcinku brakuje skali w górę.  Natomiast reszta, czyli programy innych postaci, to jak kiedy wyszło, w zależności od elementu, czy odcinka, a bardzo często zdarzało się że genialne animacje były łączone z bardzo złymi. Trzeba przyznać, że patrzenie czasem boli, ale przeważnie jest co mniej dobrze i nie można odmówić animatorom dynamiki (płynności można), która czasami ratuje gorsze występy.
Anime stanowi dla mnie nieustanną inspirację dotyczącą czesania włosów. Fryzura Yurio to obecnie moje ulubione uczesanie.

Tak błyskawicznego pojawienia się fandomu nie widziałam nigdy w życiu. A jednocześnie tak kłócącego się i mającego tak różne postrzeganie na pojawiające się kwestie. Ogólnie fandom "YOI" jest bardzo intensywny w przeżywaniu wszystkiego, tworzeniu teorii i ton fanartów. A szybkość z jaką pojawiają się w internecie prace czy cracki dotyczące odcinka, który dopiero co wyszedł jest jak prędkość światła, pojęcia nie mam jak ludzie to robią. A absolutnie ulubionym tematem jest życie Yuriego i Victora jako małżeństwa. Mój ulubiony, który pojawił się bardzo wcześnie, to para Victor-Yuri występująca jako para taneczna w zawodach. To też jedna z ogólnych teorii spiskowych fandomu na dalszy rozwój fabuły. (Spoiler: TO SIĘ DZIEJE).

PS. Bo w emocjach nie dopisałam tego wczoraj, ale fakt, że pierwszym układem jaki widzimy w serii jest TEN układ Victora, który, on wykonywał na zawodach, a Yuri w tym samym czasie pokazywał go Yuuki i te wykonania się przenikają, a ostatnim jest TEN sam układ, ale Victor i Yuri tańczą go razem jest absolutnie fenomenalny i pokazuje jak bardzo całość była przemyślana. Nie wspominając o tym jak genialnie pokazuje to rozwój postaci i całej historii, a także jak z narracyjnego punktu widzenia jest to mistrzowskie posunięcie.

Ostatnia kwestia, ale wymagająca wspomnienia. Najbardziej znanym japońskim łyżwiarzem jest Yuzuru Hanyu, natomiast rosyjskim Jewgienij Pluszczenko. Otóż, o ile można przyjąć, że Yuri i Victor byli w jakiś sposób inspirowani tymi postaciami, bo jest to zbyt oczywiste, aby to wyprzeć, to fandom ubzdurał sobie, że można w prosty sposób uznać, że postaci są tymi osobami. I odwrotnie. Szczególna eskalacja tego problemu miała miejsce do 6 odcinka, potem już logicznie byłoby trudno utrzymać tę tezę. Co nie zmienia faktu, że nie problem był, bo ludzie naprawdę wymyślali i wyobrażali sobie nie wiadomo co. Przyznaję, że jak się okazało, że Pluszczenko jest Wiktorowicz to przypadkowość została jeszcze bardziej podkopana, ale pod żadnym pozorem, w żadnym wypadku nie można postawić znaku równości pomiędzy Yurim i Yuzuru (tak te imiona też są podobne) a Jewgienim i Victorem.
Taka ciekawostka, gdy robiłam rewatch 3 pierwszych odcinków zwróciłam uwagę na liczbę punków Victora  w finale GP - 335,76. Obecny światowy rekord punktów należy do Yuzuru i wynosi 330, 43.

Mam nadzieję, i mam nadzieję, że nienaiwną, że to anime naprawdę coś zmieni. To trudna, wyboista i daleka droga, ale Yuri i Victor naprawdę tworzą historię.

LOVE, M